Tekst powstał już jakiś czas temu, ale ponieważ niedawno znowu się próbowałam udusić, tak tylko troszeczkę, więc powrócił do mnie a przy okazji i Wy na tym skorzystacie, bo go opublikuje.Nieustannie o przeszłości z teraźniejszością w tleSpotkałam niedawno Janusza. Było znowu mało o przyszłości ale za to dużo o przeszłości. Jak na „starych zgredów” przystało wspominaliśmy dawne czasy. Głównie psy ale i ludzi, tęsknimy za nimi. Nie chcemy się przyznać, że byliśmy naiwni i nic nam nie wyszło. Pamiętamy tylko ten niesamowity zapał. Wspólnotę przeżytych dobrych chwil. I nie ważne że Janusz, nasz skarbnik klubowy, znikł z pieniędzmi i nigdy ich nie oddał. Istotne było to, że byliśmy zgodni: to były wspaniałe czasy... A takie drobnostki jak rozpłynięcie się kasy nie przesłonią nam tych wspomnień.
Ponieważ moja choroba była w apogeum rozkwitu, Janusz przystąpił do pocieszania mnie w tej kwestii. Uraczył stwierdzeniem, że wie z pewnego źródła o ataku gruźlicy na nasz kraj. Coś mu się myliło w nazwach, do czego się sam przyznawał, ale twierdził że lekarze nazywają ją „zieloną gruźlicą”. Ciekawy kontrast i gra słów. Łudzę się że nazwa ma bardziej poetycki wydźwięk niż tylko określenie koloru tego co chory jest wstanie wykaszleć z siebie pod koniec życia.
Z zadowoleniem stwierdziłam, że jestem nieźle przygotowana na walkę z gruźlicą (niezależnie od jej koloru). Właśnie przeczytałam „Czarodziejską Górę” i większość aspektów, etapów, zmian, wahań mam opanowanych. I a propos mój merkuriusz (uwielbiam to określenie u Manna) perfidnie popsuł się. No nie do końca sam, bo pomogłam mu w przyśpieszonym locie na dywan. Tak więc obecnie żyje w nieuświadomieniu z jaką temperaturą żyje.
I jeszcze tylko słówko na temat miejsca w którym spotkałam mojego kolegę sprzed lat. Otóż moja praca jakoś dziwnie działa na ludzi. Jeśli ktokolwiek nie miał w planach wyprawy na światówkę do Poznania, natychmiast zmienia zdanie właśnie pod wpływem rozmów na ten temat w tym dziwnym miejscu. Do tych osób z pewnością można zaliczyć mnie i Janusza i moją szefową. A może jeszcze kilka osób o których nie wiem.
Czasami, wcale nie tak rzadko, bardzo trudno wziąć następny oddech. Ale taka myśl pojawia się dopiero, gdy zaczynasz się dusić. Znam dokładnie cenę swobodnego oddychania to – 13,21. Niewiele? Pojęcie jak najbardziej względne.
Nie będę rozwodzić się nad banałami w stylu „ że oddychanie jest czynnością mało przez nas zauważalną” Napiszę inny banał ; nabieranie powietrza w płuca staje się najbardziej realne, gdy z każdym następnym oddechem, powietrze próbuje przecisnąć się przez szpary nawet dla niego za wąskie. To jest ból którego trudno nie zauważyć. I wtedy właśnie paradoksalnie, Twój organizm zmusza Cię do życia przeszłością, powrotu do tego co znane i dobrze funkcjonujące. Dlaczego parcie do nowości, odkrywanie nowego, jeśli jesteśmy do tego stworzeni, nie karze nam przestać oddychać?
Kiedyś w czasach wielkich przygód, szerokich przestrzeni, zjednoczenia z naturą i Ameryką Północną. Czyli wiele lat temu, przeczytałam takie oto zdanie; „każdy ruch prowadzi do bezruchu”. Nigdy się od niego nie uwolniłam
Moje rozważania o przeszłości wokół której nieustannie krążą moje myśli, to efekt zaczytywania się w książkach o „zakrzywieniach czasowych” i konsekwencji jakie one niosą dla ludzi
Pod ich wpływem powstał taki oto tekst:
Dla mnie istnieje tylko przeszłość. To ona daje poczucie że wszystko wiemy i niczego już nie należy się obawiać. Każda teraźniejsza chwila trwa w oczekiwaniu, by stać się chwilą przeszłą, bezpieczną we wspomnieniach, odkrytą w konsekwencjach. Powroty bez obaw, kiedy kontrolujesz sytuację.
Dla mnie istnieją tylko wieki przeszłe, które odeszły i tak niewielu chce wspominać. Teraźniejszość mnie ogranicza. Nie jestem wynalazcą jestem archeologiem. Teraźniejszość jest mi obca, nie mogę jej oswoić, nie uda mi się to.
Dla mnie istnieje tylko stracony czas. Czas którego doznania zagubiliśmy, ale ta świadomość przychodzi później. To chwile które pokochamy gdy już się już spełnią. Przywrócenie ich jest niepodobieństwem. Łudzimy się.
Dla mnie istnieją tylko minione chwile. To co się dzieje w tym momencie jest mniej rzeczywiste od tego co przeminęło minutę temu. Dlaczego? Bo żyje w naszych wspomnieniach. Nieustające uczucie poruszania się we mgle.
A przyszłość? Ta czarna masa. To strzępki ewentualnych wydarzeń, które są mniej prawdopodobne od wszystkiego co już miało miejsce.
Wszystko już było. Wszystko już przeżyłeś i niczym świat nie zadziwisz.
Październik 2006