
Dudzik
Nie zostaliśmy sobie oficjalnie przedstawieni. Jego ksywka funkcjonowała jednak od pewnego czasu w środowisku Polaków z Aberdeen. Kiedy przyswoiłam sobie to przezwisko, zaczęłam kojarzyć Dudzika z konkretną twarzą, a raczej postacią która nieustannie przebywała w łóżku. Łóżko to zaś mieściło się w sali Tv, w której to goście i mieszkańcy zatrzymywali się po udanej próbie sforsowania drzwi wejściowych.
Przez długi czas, a było to kilka miesięcy, ciągle oglądałam Dudzika w tym pokoju i oczywiście w łóżku. Miałam podejrzenia, że nigdy nie przybiera innej pozycji niż pozioma, ale podobno pracował (co poniektórzy poddawali też w wątpliwość)więc kiedyś musiał stawać na dwóch nogach. Dudzik zawsze ale to zawsze był na haju, zioło przyswajał w ilościach dość sporych, jak na to wątłe chude ciałko. Jeśli okazja była ku temu, a okazja była zawsze a raczej jedynie brak dostępu, Dudzik także jechał na krążkach. Piwo w tym domu było traktowane jak napój naturalnego codziennego spożycia, zaś coś mocniejszego pojawiało się głównie jako pamiątka z Polski.
Wielkie łóżko w „bawialni” okupował zawsze bohater niniejszej opowieści, ale często ktoś mu w pieleszach bez krępacji towarzyszył. Oficjalnie spała z nim jego siostra cioteczna, ale z nią akurat bywało różnie, bo miała dobre serce i dla chłopców z Aberdeen rzuciła swą miłość w Polsce. Ponieważ ewidentnie na tej otomanie najlepiej przyswajała się zioło, więc pod pretekstem oglądania Tv, leżało się z Dudzikiem co by nie czuł się osamotniony.
W Dudziku rozpoznałam warszawiaka, po tym jak się ożywił i nawet zaczął dyskutować lekko podniecony- co przy trawce nie jest wcale proste, gdy ze szklanego ekranu padło słowo „Legia”. Ale niestety mało mówił, za to konkretnie i dość sensownie, za co wszyscy go lubili i pewnie za to że zawsze był uśmiechnięty i na pewno także za to że pozwalał leżeć w swoim łóżku, oglądać Tv i w ogóle był bezproblemowy- więc jak tu Dudzika nie lubić.
Po prawie 3 miesiącach, pewnego popołudnia stało się jasne, że ja i moja koleżanka mamy salę telewizyjną dla siebie, że nikogo tu nie ma, nie licząc Dudzika, który słodko drzemał w swoim łóżku. Zaczęłyśmy zachłannie skakać po kanałach. Boże telewizja, a na dodatek polska telewizja, nic nie oglądałyśmy przez tak długi czas. Zatrzymałyśmy się na „Tańcu z gwiazdami”. Nie ukrywam że byłam inicjatorką tego pomysłu. Oglądamy, śmiejemy się, opowiadamy sobie zasłyszane historyjki z poprzednich edycji. Ja ze „znawstwem” komentuje „wydaje mi się że nawet Ci profesjonaliści nie tańczą zbyt dobrze”. Nagle z pieleszy, spod kołdry koca oraz rozsypanych chipsów, dochodzi nas „Tańczą beznadziejnie”. A jaka pewność biła z tego głosu, natychmiast uwierzyłyśmy. Tym bardziej że po chwili dowiadujemy się że ta chuda postać w łóżku, nie wstająca z niego właściwie nigdy uprawiała taniec towarzyski przez 10 lat, że nawet jakieś tytuły vice Mistrza Polski ma na swoim koncie. O jakże inne światło padło na Dudzika, prawie uwielbienie, natychmiast zrodził się pomysł by zasoby Dudzika w temacie wykorzystać. Ale jego tajemnicą było to że dzień spędzał w łóżku, zaś weekendowe noce w klubach, gdzie na swój profesjonalny taniec wyrywał panienki. Za oficjalną przyczynę przerwania kariery dobrze rokującego tancerza podawał to; że kazali się czesać z przedziałkiem.
Pewnego słonecznego popołudnia, po deszczowym poranku, chłopcy z Meadowbanku postanowili pograć w piłkę. Niektórzy podchodzili do tematu opornie, ale ekipa po długich pertraktacjach dotarła koło 5 na policyjne boisku. To tu w tym historycznym miejscu widziałam po raz pierwszy Dudzika w pionie, udało mi się to uwiecznić na fotkach. Ale nawet na boisku nie pozbył się pewnych póz, nie umiem rozstrzygnąć czy to obciążenie trawką czy jednak ciało pamiętało swą artystyczną przeszłość i członki same przybierały niesamowite pozycje.
martan
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz