
Polowanie na błękit nieba Szkocji cały czas trwa.
Taką właśnie Szkocję kocham najbardziej, taką pragnę fotografować i utrwalać.
Takie szczęście spotkało mnie w St Andrews.
Wiem że to nie jest prawdziwe oblicze tego kraju a tylko jedno z wielu. Jednak bezchmurne niebo w Szkocji ma coś z magii.

Ruiny średniowiecznego zamku

Miejscowość swoją nazwę zawdzięcza relikwiom patrona Szkocji,które to do tej osady sprowadził św. Regulus.
To bardzo stare miasteczko może się poszczyć wieloma atrakcjami: największą średniowieczną katedrą szkocką, najstarszym uniwersytetem,
pięknymi plażami z niesamowicie drobnym piaskiem i jednym z najstarszych pól golfowych na świecie.

Mekka golfistów OLD COURSE

I ja wypatrzyłam coś niesamowitego w St. Andrews poza tymi wszystkimi zbytkami, w jednym z malowniczo położonych nad samym morzem budynków uniwersyteckich, mieści się wydział metafizyki. Obok, co za ironia, wydziału logiki. Czyż to niesamowite

Katedra niestety już tylko w ruinie, ale można sobie doskonale wyobrazić jak musiała to być monumentalna wcześniej budowla





Pojechałam tam by odszukać energię i siłę otwartego morza, za którym tęsknię i którego mi tak brakuje. Odnalazłam go. Przypływ zabierał piasek spod mych stóp, wiatr wytargał mnie za włosy a zimno bijące znad morza wstrząsało moim ciałem. Słońce na spółkę z wiatrem i wodą zostawiło słony smak na mej skórze. Czy w takiej chwili jest coś ważniejsze niż morze, czy jest coś piękniejszego niż widok wody łączącej się z niebem?



W mieście miałam spotkanie z Rileyem z 1936 roku. Samochody na mnie nie robią specjalnego wrażenia ale ten przez swą elegancję i powiew przeszłości zasłużył na zdjęcie

Fotka na pamiątkę, że tu byłam i wszystko widziałam, pstryknięta przez moją koleżankę

I pojechały ze mną z St.Andrews niebieskie motyle, będą mi przypominały to niesamowite niebo.